kuchnia

Restaurant Week: Główna Osobowa

17 kwietnia 2016
f4_glowna_osobowa_kitchen_bar_yatzer

W tym roku po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na udział w wydarzeniu, które już od kilku sezonów cieszy się ogromną popularnością – Restaurant Week. Z przyjemnością zasiedliśmy przed ekranem laptopa i zrobiliśmy przegląd miejsc, które moglibyśmy w związku z tym odwiedzić. Przeglądając menu, oboje zgodnie stwierdziliśmy, że w nasze gusta najbardziej trafia Główna Osobowa – lokal, który już od dawna był na naszej liście miejsc koniecznych do odwiedzenia. Wątpliwości rozwiały się w ciągu kilku minut i już dwa dni później siedzieliśmy w przyjemnym bistro czekając na obiecane smaki.

Być może nie wszyscy z Was wiedzą, czym tak właściwie jest Restaurant Week. Jest to tzw. festiwal najlepszych restauracji w największych miastach Polski – Trójmieście, Poznaniu, Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Łodzi, Lublinie i Szczecinie oraz na Śląsku. W każdym z wymienionych miejsc wybierane są najlepsze lokale, w których przez tydzień można skosztować specjalnie skomponowanego na ten czas menu. Każdy posiłek składa się z trzech dań: przystawki, dania głównego oraz deseru, które często możliwe są do wyboru z dwóch wariantów. Cena za osobę wynosi w każdym wypadku 39 zł, co według mnie jest relatywnie niską ceną za trzydaniową ucztę.

Aby wziąć udział w Restaurant Week należy podczas jego trwania wejść na stronę – tutaj, wybrać miasto, które nas interesuje oraz dzień, w którym chcielibyśmy skorzystać z tej usługi, a następnie wyświetlą nam się miejsca, gdzie możemy dokonać rezerwacji. Po kliknięciu w dany lokal naszym oczom ukaże się menu, dzięki czemu wybieramy to, co wydaje nam się najbardziej atrakcyjne. Następnie pozostaje wybór godziny i podanie ilości osób, dzięki czemu system generuje kwotę do zapłacenia. Po uiszczeniu opłaty otrzymujemy kupon, który musimy zabrać ze sobą w formie papierowej lub na telefonie czy innym urządzeniu i pozostaje nam cieszyć się błogimi chwilami w dobrym towarzystwie pysznych smaków.

Co zatem sądzimy o Głównej Osobowej?

Po dotarciu na miejsce czekał już na nas stolik. Nawiasem mówiąc świetnie zlokalizowany, bo nie tylko w samym sercu lokalu, ale również przy oknie (co osobiście uwielbiam), ale także w bliskiej odległości baru, który dodaje niesamowitego charakteru Głównej Osobowej. Nauczeni co najmniej kilkunastominutowym oczekiwaniem na wybrane pozycje, mile zaskoczeni już po 5 minutach rozpoczęliśmy naszą pierwszą przygodę z Restaurant Week’iem.

Menu

Przystawka
Podpłomyk z kurczakiem, wędzonym serem i pomarańczowym aioli

Danie Główne
Polędwiczka wieprzowa z płatami domowego makaronu, pastą grzybowo – truflową i sałatką azjatycką

Deser
Praliny kokosowo – orzechowe z lodami śmietankowymi i chrupiącym naleśnikiem

Bez tytułu

Przystawka zdecydowanie była dla nas największym zaskoczeniem. Jej wielkość w niektórych miejscach śmiało mogłaby udawać danie główne i prawdę mówiąc po jej zjedzeniu zaspokoiłam nie tylko pierwszy głód, ale i połowę swojego żołądka. Świetnie wypieczony chrupiący podpłomyk był idealną bazą dla delikatnego kurczaka i wędzonego sera, który nadawał ciekawego, intensywnego smaku. Jednak mój ulubiony składnik tej potrawy stanowił pomarańczowy sos aioli, który w nieoczywisty sposób podkreślił dodatki tworzące esencję tego dania. Dostrzegłam tam jeszcze jeden składnik, którym z moich przypuszczeń była marynowana czerwona cebula, cudownie zaostrzająca smak i podkreślająca proste, lecz niezwykle udane połączenie esencji i tekstur.

Polędwiczka wieprzowa to mięso, które trudno zepsuć. Dla mnie to atut, bo zamawiając ją, wiem czego się spodziewać i niczego nie muszę się obawiać. Również w tym wypadku polędwiczka była smaczna i jej smak mnie nie zaskoczył. Mimo tego, że w założeniu to ona była pierwszoplanowym bohaterem tego dania, osobiście urzekły mnie dodatki, które z nią skomponowano. Domowe płaty makaronu były delikatne i lekkie, idealnej grubości i konsystencji. Sos grzybowo – truflowy był natomiast tym, co bezsprzecznie zawładnęło moim podniebieniem i to on nadawał niesamowity smak zarówno mięsu, jak i domowemu makaronowi. Jego kremowa konsystencja, w której wyczuwało się orzechowy posmak zdecydowanie stanowiła najważniejszy element scalający danie. Dopełnieniem całości była lekko pikntna sałatka azjatycka, która również bardzo szybko zniknęła z mojego talerza. Chętnie zjadłabym ją w większej porcji.

Deser zawsze stanowi zwieńczenie posiłku. W naszym wypadku był przypieczętowaniem naprawdę pysznej kolacji, która nie pozostawiła już zbyt wiele miejsca w naszych żołądkach. Mimo wszystko z niecierpliwością oczekiwaliśmy na praliny, które zdawały się być tym, czego potrzebowaliśmy po takiej wariacji smaków i nie zawiedliśmy się. Pyszne praliny z mocno wyczuwalnym kokosem wraz z lekkimi lodami śmietankowymi w towarzystwie ciepłej, płynnej czekolady w normalnych okolicznościach zniknęłyby z talerzy w ekspresowym tempie, jednak po takiej dawce pozostało nam już tylko powoli delektować się ich smakiem. Lody śmietankowe i czekolada zawsze znajdą wspólne zastosowanie, ale z pralinami okazały się wręcz doskonałe.

Bez tytułu

Główna Osobowa to także ciekawe miejsce w odniesieniu do estetyki. Wprawdzie nie jest to minimalizm, który tak uwielbiam, ale dworzec w nieco nowoczesnym wydaniu i z nutą tęsknoty za dawnymi czasami. Prosty wystrój z industrialnym charakterem to coś, co lubię i gdzie dobrze się czuję. Miękkie siedziska przy oknach, które tworzą zarówno dekorację, są również dobrym miejscem, gdzie można usiąść. Do tego biała cegła i klasyczne, ale jednak idealnie komponujące się oświetlenie. Trudno nie wspomnieć o ciekawym menu, które od razu przykuło moją uwagę. To niczym pisane na maszynie kartki spięte elementem przypominającym naturalną skórę. Znalazłam w nim kilka intrygujących pozycji, których z pewnością spróbuję podczas kolejnych wizyt. Ostatnim punktem, który również zasługuje na uwagę jest obsługa lokalu. Obecnie w rzadko którym miejscu można poczuć się naprawdę swobodnie. Młoda i naprawdę sympatyczna obsługa to dzisiaj niestety nie norma, więc tym bardziej z przyjemnością dokładam kolejny plus dla Głównej Osobowej.

Jeśli jeszcze nie zajrzałeś do nich,
Główna Osobowa mieści się
przy Abrahama 39 w Gdyni

Zdjęcie tytułowe: Tomirri Photography, yatzer.com

Możesz również polubić

4 Komentarzy

  • Odpowiedz Rebecca Sharp 23 kwietnia 2016 at 14:44

    Ja akurat mam zasadę, że nie jadam często na mieście, wolę swoje domowe posiłki, w których wiem co jest. Ale fajnie, że opisałaś miejsce w Gdyni, żeby wiedzieć, gdzie można w w razie urlopu w tym mieście zjeść!

  • Odpowiedz marcelina 24 kwietnia 2016 at 12:44

    I trochę żałuję, że teraz jestem tak daleko od mojego Wrocławia! Bo lubię poznawać nowe miejsca i smaki, a to co trafiło na Wasze talerze jest niesamowite! Za te praliny oddałabym chyba teraz wszystko :)

  • Odpowiedz agata 27 kwietnia 2016 at 18:04

    Danie wyglądają niezwykle apetycznie 😉

  • Odpowiedz marcela 5 maja 2016 at 22:44

    wow! dania wyglądają kusząco

  • Zostaw odpowiedź